www.przystan.org.pl

Ultramaraton – świadectwo

Minęło już kilka dni po naszym maratonie kajakowym a ja ciągle jestem po wrażeniem niesamowitej walki jaką stoczyliśmy jako Przystań o to aby Jezus był znany i podziwiany.


Udało się nam wystawić dwie sztafety.

Przystań i Walcz 1 w składzie: Andrzej G., który caroliną pokonał pierwszy 51km odcinek maratonu. Asia i Jacek P. dzielnie walczyli z wiatrem na drugim 35km odcinku Pilicy. Rafał P. zostało do pokanania 30km.

Przystań i Walcz 2: Na pierwszej zmianie walczył ze sprzętem głównie Michał W.  Na drugiej płynął mój syn Bartek L. i miał lepszy czas niż ja. a finiszował Marcin R. Wypożyczony zawodnik ze środowiska kajakarzy warszawskich.

A ja popłynąłem w kategorii K1MDo przepłynięcia aż 116km! Wszyscy dzielnie walczyliśmy z wiatrem, mieliznami i czasem. I zwyciężyliśmy, bo jako Przystań byliśmy widoczni, (Spójrzcie na zdjęcie w naszych kurtkach Przystaniowych) a na kajakach widniało nasze logo (spójrzcie na zdjęcie)Siódme miejsce jakie zajęliśmy w sztafetach jest w tych warunkach super osiągnięciem. Myślę, że gdyby nie awaria sprzętu oraz niedostosowanie caroliny i visty do morderczych wręcz waruków (wiatr i mielizny) to stalibyśmy na podium… A z zasłużonych medali najbardziej cieszył się Rafał, który nie mógł już popłynąć na trzeciej zmianie .


Wydaje się, że tylko jakiś zbieg okoliczności sprawił (choroby i awarie sprzętu zawodników lepszych ode mnie) że zająłem trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej całego cyklu maratonów kajakowych. Obiecałem, że gdy stanę na podium  powiem całemu środowisku kajakarskiemu od Kogo mam siły… Przepłynięcie 116 km w 12 godzin było mocnym wyzwaniem. Jednak to „pikuś” w porównaniu z walką duchową jaką przeżywałem już po zakończeniu maratonu,  w oczekiwaniu na dekorację zwycięzców. „To nie najlepszy czas Przemek, ludzie z tego środowiska nie będą chcieli słuchać o Jezusie i zapewne cię wyśmieją. Zresztą jesteś wyczerpany fizycznie i niczego nie musisz. Już i tak dużo zrobiłeś. Odłóż to na później!” -takie podszepty docierały do mojego umysłu… i wszyscy wiemy od kogo. Z drugiej strony wiedziałem, że rzeczywiście siły mam od mojego Przyjaciela, dla którego pływam. On obdarzył mnie niezwykłą wolą walki i wręcz.., użyję mocnego słowa, żądzą rywalizacji i zwyciężania. Oczywiście wszystko w duchu fair play i w szczytnym celu. Wiedziałem też, że podczas tych siedmiu tegorocznych maratonów kilka razy doświadczyłem niezwykłego wręcz przypływu sił…. Długo mógłbym o tym pisać… Może kiedyś…

Ostatecznie walkę wygrałem i poprosiłem organizatorów o możliwość powiedzenia paru słów. Mniej więcej coś takiego usłyszało kilkudziesięciu uczestników maratonu: „ Nie zasługuję na to trzecie miejsce. Jest wielu zawodników lepszych ode mnie… Obiecałem sobie, że jeśli kiedyś stanę na podium powiem skąd mam siły. Myślicie, że to sprawa dobrego sprzętu albo wytrenowania. To nie sprzęt i nie ciężki trening daje mi siły. Zaskoczę was teraz. Siły daje mi mój Przyjaciel – Jezus Chrystus! Nie religia. Znacie mnie nie jestem jakimś fanatykiem. Nie jestem też zbyt religijnym człowiekiem. Jezus daje mi siły. Dla Niego pływam i żyję. Nie zawsze tak było. Kiedyś wątpiłem nawet w to, że Bóg istnieje. Swoją historię poszukiwań spisałem (pokazałem Moją Historię) i każdemu mogę dać. Chętnie o tym porozmawiam.” Podziękowałem też organizatorom i moim rywalom.

Po swojej wypowiedzi spodziewałem się jakiejś ciszy, drwiących szeptów a tu niespodziewanie rozległy się brawa… Zaraz potem trzy osoby do mnie podeszły ale o tym napiszę już w następnym liście.

Jeszcze raz dziękują całej ekipie maratończyków i Kornelowi za walkę dla naszego Przyjaciela, zgodnie zresztą z naszym hasłem Przystań i Walcz dla Jezusa

Przemek L

Fotorelacja – https://www.facebook.com/Przystaniwalcz/posts/3590950944283709