Nauka (nie) idzie w las – co zrobić, by każdy spacer stał się fascynującą wycieczką edukacyjną

Wycieczka edukacyjna do lasu

Kto z nas nie zna powiedzenia: „Ucz się, ucz, bo nauka to potęgi klucz”? Świetna wizja! Tylko… Przyznajmy szczerze – ile pamiętamy ze szkolnej ławki? Siedzenie w miejscu, patrzenie w tablicę i czekanie na upragniony dźwięk szkolnego dzwonka nie sprzyja zdobywaniu wiedzy. Czy tego chcemy, czy nie chcemy, w dużej mierze nauka idzie w las. Kiepsko… Ale właśnie tym tkwi klucz! Prawdziwą naukę spotkasz w lesie. 🙂 Nigdzie indziej dzieci nie uczą się lepiej, jak właśnie na świeżym powietrzu, w czasie luzu, zabawy i beztroski życia. Nie potrzeba wiele, by zwykły spacer zamienić w fascynującą przygodę, obfitująca w nabywanie mądrości. Wystarczy garść pomysłów, a wycieczka edukacyjna będzie stale na wyciągnięcie ręki. 😉

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są zasady, by móc przeobrazić spacer w wycieczkę edukacyjną.
  • Czego na spacerze można nauczyć malucha, przedszkolaka lub dziecko w wieku szkolnym.

1. Zasada wycieczki edukacyjnej: Naucz się patrzeć

Mogę napisać tysiąc pomysłów na to, czego nauczyć dziecko w czasie spaceru, ale na niewiele się to zda, gdy to Ty – Rodzicu – nie nauczysz się patrzeć na to, co Cię otacza.

Możesz iść do lasu z nastawieniem, że dziś chcesz nauczyć swą pociechę konkretnej rzeczy, ale to nie wróży pewnego sukcesu. Jeśli postawisz sobie za cel choćby rozpoznawanie grzybów, to niestety nie ma gwarancji, że te grzyby znajdziesz. Możesz przeczytać o świetnym pomyśle na to, jak do celów edukacyjnych wykorzystać widok chodzących po łące bocianów, ale co jeśli, jak na złość, postanowiły one przenieść się na inne pole? Obawiam się, że szybko dopadnie Cię zniechęcenie, które sprawi, że kolejna wycieczka edukacyjna zostanie z marszu spisana na straty.

Jednak nie ma miejsca, które nie zawierałoby rzeczy fascynujących, oryginalnych, czy po prostu takich, które motywują do ciekawych przemyśleń. O na przykład widok dwóch drzew rosnących obok siebie. Ale nie takich byle jakich! Jedno jest piękne, zdrowe i silne, a drugie na wpół uschnięte, porośnięte hubami. Czy taki widok zdarza się często? Nie! Ale tylko pomyśl, czego te dwa drzewa mogą nauczyć Twoje dziecko. Począwszy od tego, czym jest huba i dlaczego rośnie na drzewach, a skończywszy na wytłumaczeniu tego, jak bardzo je osłabia. To zaś jest świetny wstęp, by przekazać dziecku życiową lekcję o tym, jak destruktywne jest otaczanie się ludźmi, którzy są egoistami wysysającymi z nas siłę do życia. Czy dla takiej nauki warto zostawić z góry założone edukacyjne plany, które jeszcze nie raz będzie okazja zrealizować?

O wiele lepiej jest dostrzegać to, co przyroda ma do zaoferowania konkretnie dziś, niż szukać tego, co Ty chciałbyś, by Ci pokazała. Dopiero wtedy wycieczka edukacyjna jest czymś, co na długo zostaje w pamięci, nie tylko budując wiedzę, ale również postawę dziecka.  

Dziecko zafascynowane drewnem, w którym są ślady po konikach.
Takie cudne drewno napatoczyło się na jednym z naszych biwaków na spływie rodzinnym. Aż żal było nie skorzystać z tych śladów po kornikach 🙂

2. Zasada wycieczki edukacyjnej: Naucz się pytać

Druga szalenie ważna rzecz, bez której nie da się obyć – naucz się zadawać pytania samemu sobie. Dzieciaki z natury są ciekawskie, ale nie potrafią rozróżnić tego, co może posłużyć ich rozwojowi od nieraz męczących pytań. O czym mówię?

Na przykład, kiedy dziecko widzi koniczynę, naturalnie dla niego pyta: „Czemu koniczyny mają trzy listki?”. No czemu… Jako człowiek po biolchemie muszę przyznać: nie wiem. Ale wiem, że mogę zwrócić uwagę dziecka na troszkę coś innego. „Masz rację, każda koniczyna ma 3 listki. A wiesz, po co każda z nich ma taką samą ich ilość ?” Po to, byśmy wiedzieli, co jest koniczyną, a co nią nie jest. Porównując liście, możemy więc zobaczyć, że może mieć zarówno białe kwiaty, jak i różowe. Pomimo różnicy w kolorze, dalej jest to ten sam rodzaj rośliny. Tak samo jest z ludźmi – są z jasną skórą i z czarną, ale dokładnie tak samo są to ludzie.

Ale to jeszcze nic! Jeśli masz odrobinkę wiedzy biologicznej, to będziesz mógł zwrócić uwagę dziecka na coś jeszcze głębszego. Koniczyna czterolistna jest niczym innym jak mutacją tej rośliny – po prostu wadą genetyczną. I właśnie ta chora genetycznie roślina jest ogromnie cenna! Tak samo cenne są osoby, które są nieuleczalnie chore – czy to na wózkach inwalidzkich, czy dużo mniej inteligentne. One nie są gorsze, ale wyjątkowe tak jak chora czterolistna koniczyna.

Niby niewielka jest różnica pomiędzy „czemu?”, a „czego mogę się z tego nauczyć?”, ale w jakości odpowiedzi, szalenie istotna. Nauka naprawdę nie idzie w las, jeśli połączona jest z zapadającym w pamięć porównaniem. Dziecko jednak na takie pytanie nie wpadnie samo, więc to Twoim zadaniem, drogi Rodzicu, jest popatrzeć na świat oczami dziecka i wyłapać to, co jest ciekawe, intrygujące i wartościowe, i zwrócić na to uwagę Twojego pociechy.

Koniczyna różowa sfotografowana przez dziecko.
Zdjęcie zrobione przez 4-latkę w czasie jednego ze spacerów.

Wycieczka edukacyjna dla maluchów

Sedno pracy z maluchem

Z 2- czy 3-latkami jest najłatwiej, bo nie mają wielkich wymagań. Nie potrafią też pojąć głębokich prawd, więc to, czego możemy ich nauczyć, jest po prostu proste. Na tym etapie najważniejszym pytaniem jest: Co to? I właśnie na takich czysto poznawczych rzeczach dobrze jest się skoncentrować.

Wystarczy, że rozejrzysz się wokół i zaczniesz dziecku opowiadać o tym, co sam widzisz. Pokaż mu liść kasztanowca i policz, ile ma „małych listków”, potem weź liść z innego drzewa i zwróć uwagę na różnice pomiędzy nimi. Gdy zobaczysz przemieszczające się chmury – powiedz, że to wiatr je przesuwa. Możesz dmuchnąć przy tym we włosy drugiego rodzica, by zobaczyło, jak działa podmuch powietrza. Gdy w środku lata zobaczysz kamień leżący na słońcu, możesz dać go do ręki dziecka, by poczuło, że jest ciepły. Do drugiej zaś włóż taki, co leżał w cieniu, tłumacząc przy tym, że to promienie słońca ogrzewają rzeczy. Dosłownie każdziutką jedną rzecz możesz wykorzystać do tego, by coś dziecku uzmysłowić.

Czego jeszcze można nauczyć malucha na spacerze?

Możesz też wyjść poza ramy przyrody i będąc na jej łonie, nauczyć malucha czegoś całkiem innego. Wiesz, w jaki sposób nauczyłam trochę ponad 2 latka liczyć do 20? Zawsze po drodze do przedszkola przechodziliśmy przez spore schody i dzień w dzień razem liczyłyśmy, ile jest stopni. Nie potrzebowała dużo czasu, by stać się w tym perfekcyjna. 😉 Innego razu porwaliśmy się z motyką na księżyc i z 3 latkiem i roczniakiem wybraliśmy się do Chatki Górzystów, do której prowadzi 10 km droga przez las i łąki. Uwierzysz, że 3-latka przeszła sama tą drogę bez większego narzekania tylko temu, że przez cały czas czegoś się uczyła? Od metody na jagody: liczymy powoli na głos do 20 i przy każdej dwudziestce jemy borówkę, poprzez: „zobacz, co tu jest”, a kończąc na naukach piosenek i Lokomotywy Tuwima, którą w czasie tej wyprawy nauczyła się bezbłędnie. 🙂 Dzieciaczki naprawdę chcą się uczyć w czasie spacerów!

Wycieczka edukacyjna z przedszkolakiem

Na czym się skoncentrować?

Z kilkulatkiem jest już większy problem, bo ich ulubionym pytaniem jest: dlaczego? I właśnie na objaśnianie działania świata musisz się nastawić. Już nie wystarczy, że zwrócisz uwagę na różne kształty liści, ale na to, po co w liściu są żyłki i jak mają się one do naszych naczyń krwionośnych. Albo na to, dlaczego drzewa w lesie wyglądają inaczej niż te same, ale rosnące przy drodze. Jeśli zobaczysz ślad zwierzęcia – powiedz dziecku coś o jego zwyczajach, jeśli pszczołę – wytłumacz, jak robi się miód. Gdy dostrzeżesz głaz lub wodospad wytłumacz, skąd się wzięły. Po prostu rozejrzyj się wokół, skup swój wzrok na czymś ciekawym i zadaj sobie pytanie: „Dlaczego…” – gwarantuję, że jeśli kilkukrotnie coś takiego zrobisz to łatwym stanie się dla Ciebie wymyślenie tego, co konkretnie można dziecku wytłumaczyć.

Nauka rodzinnych zasad poprzez obserwację świata

Wiek przedszkolny jest idealny do przekazywania zasad i wartości, które są dla nas, Rodziców, ważne, i które chcemy wpoić swoim dzieciom. Wycieczka edukacyjna nie musi, a nawet nie powinna, ograniczać się jedynie do obserwacji przyrodniczych.

Na przykładzie małych kaczek, które płyną za swoją mamą, możesz wytłumaczyć, że robią tak, bo wiedzą, że tylko słuchając jej, są bezpieczne, gdyż to mama wie, gdzie czyhają wrogowie. A od tego już prosta droga, by pokazać to, dlaczego dobrym są zasady, jakie panują w domu. Na przykładzie kwitnących drzew możesz wytłumaczyć, że na wszystko jest jedyny dobry czas i nie jest dobrym robić różne rzeczy wtedy, gdy tylko się tego chce. Gdyby drzewo zakwitło wcześniej, to by zmarzło i nie byłoby owoców, a gdyby zakwitnęło później – owoce nie zdążyłyby dojrzeć przed zbyt zimną dla nich jesienią. W obu przypadkach nie byłoby co jeść, więc byłoby to ze szkodą dla wszystkich.

Dwa dorosłe łabędzie z dwójką młodych, obserwowane z brzegu rzeki.

Nauka wartości

Tej zimy moja pięciolatka zainspirowała mnie do tego, w jaki sposób poprzez bycie na świeżym powietrzu mogę wytłumaczyć najważniejszą dla mnie prawdę chrześcijańską.

Otóż zaczęła marudzić na mokre, brzydkie i lepkie błoto pośniegowe i pytać skąd się ono bierze. Błoto powstaje, gdy śnieg zostaje posypany piaskiem z solą. Sól rozkłada śnieg, a piasek go brudzi i powstaje brzydka maź, z której nie da się już zrobić normalnego śniegu. Tak samo jest z grzechem. Jeśli robimy coś, co lekceważy Boga – coś, co jest wyrazem tego, że On nie jest dla nas najważniejszy, to tak jakby nasze śnieżnobiałe serce było właśnie posypywane piaskiem z solą. W konsekwencji zmienia się w szaroburą papkę. Nawet gdybyśmy próbowali dosypać do naszego serca czegoś pięknego i dobrego – nowego idealnie białego śniegu, to nie wybieli błota. Raczej to błoto zabarwi na brązowo nowy śnieg. Stąd nie da się nic zrobić, by oczyścić się z grzechu i przywrócić sobie czyste serce. To mógł zrobić tylko Jezus, który poprzez śmierć na krzyżu usunął cały brud z serc tych, którzy Go kochają.

Jeśli stroisz właśnie nad pośniegowym błotem i trzymasz w ręce garść świeżego śniegu, to jest to dla dziecka bardzo wymowne. To właśnie poprzez obserwację przyrody można w łatwy sposób wytłumaczyć dziecku prawdy, które normalnie są trudne do pojęcia.

Błoto pośniegowe idealne do zobrazowania chrześcijańskich wartości.

Wycieczka edukacyjna dla dzieci szkolnych

To, co najważniejsze

Na tym etapie zaczynają się schody, bo z jednej strony dziecko jest już bardziej niezależne i może zwyczajnie nie mieć ochoty na naukę, a z drugiej – odpowiedzi na pytania już nie mogą być tak bardzo proste. Pierwszym najistotniejszym aspektem jest więc zaciekawić dziecko, tak by chciało czegoś się dowiedzieć. Drugim zaś – nauczyć je, jak znajdować odpowiedź na to, co go intryguje. Jako rodzic, który za dzieciaka notorycznie miał świadectwo z paskiem, wiem, że chcę, by moje dzieci przede wszystkim miały świadomość tego, co je interesuje i w tym rozwijały się na całego. I to właśnie te pasje są idealnym haczykiem, by zachęcić je do nauki.

Fascynująca zmora – ułamki

Zmorą rodziców w pierwszych klasach podstawówki są ułamki. Przychodzi taki moment, że trzeba dziecko wtajemniczyć w tą dziwnie zapisywaną rzecz. Ale jak? Jeśli dziecko jest fanem lego – uczcie się na klockach. Są bardzo „podzielne” – idealne do takiej nauki. A jeśli lubi zabawy w kuchni – niech piecze z Tobą ciasta, szczególnie takie, gdzie trzeba 1/2 kostki masła i 1/3 szklanki cukru. A gdy jest fanem motoryzacji? Idźcie na nieduży parking, pooglądajcie samochody, nazwijcie marki, a przy okazji policzcie ilość miejsc parkingowych. Koniecznie też sprawdźcie jaki ułamek całego parkingu stanowi jedno miejsce.

Skup się na pasji Twojego dziecka

Najlepiej, by wycieczka edukacyjna skupiała się właśnie na pasji Twojego dziecka. Jeśli wiesz, czym ona jest, to znajdź ją w lesie. Lubi historię? Poszukajcie ściętych drzew, policzcie, ile mają lat i odgadnijcie, co wtedy działo się na świecie. Wujek Google może Wam w tym świetnie pomóc 😉 Przy okazji, całkiem mimowolnie, nauczysz dziecko tego, że Internet nie jest złem, czy jedynie miejscem rozrywki, ale źródłem wiedzy, które warto wykorzystać. A może Twoja pociecha ma zapędy logistyczne? Poobserwujcie mrówki i wymyślcie, czemu one wędrują takimi właśnie drogami i co mogłyby zrobić, by żyło im się jeszcze lepiej. A może uda się przełożyć to na funkcjonowanie Waszej rodziny? Tylko pomyśl jakie dumne byłoby Twoje dziecko, gdyby wymyśliło udogodnienie logistyczne, które rzeczywiście byłoby wprowadzone w życie. 🙂

Nie ma dziedziny i pasji, do której nie można by było odnieść się na łonie natury. Wystarczy popatrzeć na świat oczami dziecka i skupić się na znalezieniu tego, co dotyka jego serca.

Nie bój się też poruszać tematów, których Ty sam nie rozumiesz. Jeśli dla Twojego dziecka fascynująca jest astronomia, to udajcie się na nocną wyprawę w góry. Przy okazji połóżcie się na szczycie i oglądajcie gwiazdy. Zadawaj dziecku pytania tak, jakby to ono było ekspertem w ciałach niebieskich, a Ty ciekawskim dzieckiem, które ledwie raczkuje w tym temacie. Jeśli nie będzie znało odpowiedzi – ekstra! Możecie razem otworzyć atlas nieba czy Internet i poszukać odpowiedzi wspólnie. Nie dość, że czegoś oboje się dowiecie, to wzmocnicie swoją więź. Przy okazji zaś dziecko będzie mogło zrozumieć, że niewiedza nie jest zła, ale dobra – bo motywuje do szukania odpowiedzi.

Nastolatek pochłonięty nauką rozpalania ognia na wyjeździe survivalowym.

Czy nauka idzie w las? Jeśli jest nudna – to często tak. Jednak, gdy ucieka właśnie w tym kierunku, warto podążać za nią – w pola, bory, jeziora i rzeki – i na łonie przyrody, przez obserwacje, doświadczenia i zabawy uczyć tego, co tak łatwo ulatuje z głowy, siedząc w szkolnej ławce.

Ciekawostki, zagadki i nauka przez obserwację świata są jednym z nieodłącznych elementów naszych wypraw. 🙂 Ten pełen ciekawości błysk w oczach dzieci wart jest tego, by robić je codziennie. 😀

Przeczytaj również: